czwartek, 10 lipca 2014

Budzik zadzwonił 10 minut temu. Tak na oko. Jest kilka minut po 8. Na 11 mamy spotkanie z producentem muzycznym. Niestety,
ale trzeba wstać. Leniwo wstałam z łóżka. Sięgnęłam do szafy po krótkie spodenki i przewiewną czarną koszulę z kołnierzykiem.
 Gdy odsłoniłam rolety, oślepiło mnie światło słoneczne. Poszłam do łazienki, aby się przebrać. Następnie zrobiłam sobie i
chłopakom śniadanie, ponieważ ten raz przypada to mnie. Dzisiaj jest dzień dziecka. W sumie mogłabym odwiedzić moją
chrześniaczkę. Ale jest jeden problem. To jest córka Faith i mieszka razem z nią w Nowej Zelandii. Małą widziałam tylko 2
razy. Tęsknie z nią i za Faith. Wypadałoby chociaż zadzwonić. Ale to potem. u nich jest środek nocy. Zrobiłam jajecznicę na
bekonie z piętnastu jajek...Słyszę jakieś kroki . Pewnie któryś z chłopców już się obudził. A jednak się myliłam. Nie
wiedziałam, że ONA tu została na noc. Dlaczego nosi ubrania Harrego ? A no tak, zapomniałam, że nie tylko ja miałam taki
zaszczyt. Tak, jestem zazdrosna i co z tego ? Ona ma wszystko czego chce. Uroda, chłopak ... Niestety muszę udawać, iż ją
lubię:
-O, hej, już nie śpisz ?- spytałam z sztucznym uśmiechem rozkładając talerze.
- Nie, jakoś nie mogłam spać. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam ?
- Nie, w ogóle. Siadaj i jedz- mówię jaj nakładają na talerz smażone jajka.
- Wiesz co? Mam wrażenie, ze mnie nie lubisz.- mówi przeżuwając.- I dobrze myślisz...
- Skąd taki pomysł?- pytam.
- Nie wiem, tak jakoś. Może.. No wiesz... Jesteś zazdrosna o Harrego ?- ta laska działa mi na nerwy. Nic jej nie
odpowiedziałam i wyszłam do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi. To, że z nim zerwałam nie znaczy, że nic do niego nie czuję.
 Zerwaliśmy, bo byłam, do tego zmuszona. Zbyt mocno mnie ranił.Ale czuję, że on jest, był i będzie zawsze cząstką mnie. Nie
 przestałam go kochać. Myślałam, że to on będzie klęczał przede mną błagając o przebaczenie... Minęły 4 miesiące. Próbowałam o
 nim zapomnieć, ale przez to, że jest tak blisko m,nie nie potrafię. Codziennie myślę o nim wstając z łóżka. Nie umiem bez
niego żyć. Dopiero teraz uświadomiłam sobie , że mi na nim zależy. Cholernie mocno zależy. Ale jednocześnie nie umiem mu
wybaczyć i znów mu zaufać. Nienawidzę go za to co mi zrobił. Z moich oczu wyleciała słona ciecz. Harry jest jak narkotyki.
 On jest moim uzależnieniem. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi.Czego ona jeszcze ode mnie che ?!:
- Czego?! - spytałam lekko unosząc głos.
- Wpuścisz mnie ?- to Harry. Jego głos jest zatroskany... Ni odpowiadając wstałam z brzegu wanny i przekręciłam kluczyk jedną
 ręką, w drugiej trzymałam chusteczkę, którą co jakiś czas wycierałam oczy. Z powrotem zajęłam miejsce na wannie. Harry
wszedł do pomieszczenia a następnie ukucną przede mną opierając się o moje kolana skrzyżowanymi rękoma a na nich trzymał
głowę. Spoglądał mi głęboko w oczy.

- Powiesz mi o co chodzi? - w tym momencie płacząc jeszcze mocniej przytuliłam się do niego:
- Harry, ja Cię ko... kocham...- mówię dławiąc się łzami.
- Ja Ciebie też..- swoją wypowiedz zakańcza delikatnym pocałunkiem. Brakowało mi jego pełnych, malinowych ust. Gdy przerywamy
 pocałunek, Harry ociera kciukami łzy spływające po moich policzkach.- Dasz mi jeszcze jedną szansę? Obiecuję, już nigdy cię
nie zranię, jestem gotowy zrobić dla Ciebie wszystko... Tylko proszę wybacz mi.
- Wybaczę, ale pod jednym warunkiem. Musisz jej się jakoś pozbyć- w tym momencie usłyszeliśmy głośne trzaśnięcie drzwiami
 frontowymi.
- Chyba już nie muszę. Bardzo możliwe, że nas usłyszała- zaczął się śmiać, a ja robię to samo. A jeszcze przed chwilą płakałam.
Do tego on właśnie umie doprowadzić. Za to go kocham. Przemyłam oczy zimną wodą, po czym wróciliśmy do kuchni, żeby zjeść
śniadanie. Gdy usiedliśmy do stołu nagle zbiegli Lou, Niall i Zayn. Liam oczywiście szedł powoli za nimi trzymając się poręczy.
-Hejo- przywitali się po kolei, to powiedział Niall.
- Siems- Louis.
- Haj- Zayn.
- Cześć i smacznego- Liam . Zajęli  miejsca obok nas i wzięli się za jajecznicę. Po śniadaniu, Niall pozmywał naczynia i wszyscy
zaczęliśmy się zbierać Jest 10. Mamy pół godziny zanim wyjedziemy. Weszłam na taras i puszczając muzykę położyłam się na
leżaku. Po chwili mocno zachciało mi się pić. Wstałam i gdy kierowałam się w stronę drzwi okazało się, że są one zamknięte
przez nikogo innego jak Lou. Zresztą ciężko się było domyślić jak nakleił na nie karteczkę "Też cię kocham ~Lou" Tylko, że
nie przewidział, że mam ze sobą telefon... Ach jaki on jest mądry... Od razu wybrałam numer Harry'ego i zadzwoniłam:
Początek rozmowy:
- Piiip...
- Halo ?
- Hej, jestem na tarasie, otworzysz ?
- Louis?
- Yep...
- Już idę...- po czym się rozłączył. Po kilkunastu sekundach był już na dole i otworzył mi wejście.
- Dzięki- pocałowałam go w policzek i weszłam do środka.- Louisie !!! Na przyszłość zabieraj telefony, albo przywiązuj
resztę !!!
- Ohhh... No nie, znów to samo.- za kilka minut wyjechaliśmy.... Więc To już koniec tego"Rozdziału" :) W następnej części
dowiecie się więcej o moim życiu. Kocham was i do zobaczonkaaa <3